Tenis jest mężczyzną
Po roku oglądania żeńskich rozgrywek bez Justine Henin i ze słabnącą Amelie Mauresmo męscy szowiniści tenisowi – w tym my – zaczynają kręcić nosem. Oczywiście kibicujemy naszym siostrom, ale poza tym nie ma czego oglądać (choć jest na kogo popatrzeć, jednak raczej poza kortem). Może pora utrzeć nam nosa kolejną Wojną Płci? Podczas pierwszej, w 1973 roku, feministka i, co ważniejsze, czołowa zawodniczka świata, 30-letnia Billie Jean King spotkała się z potrójnym mistrzem Wimbledonu (choć aż z roku 1939) 55-letnim Bobby’m Riggsem. Wcześniej, w podobnym spotkaniu, Riggs bez trudu wygrał ze zdobywczynią Wielkiego Szlema 1970, Margaret Smith Court (31 lat) i wydawało się, że szowinizm na korcie już zawsze będzie triumfował. Billie Jean była jednak innego zdania – wygrała 6:4, 6:3, 6:3, a Bobby musiał podwinąć ogon. Po latach podjął jeszcze próbę rehabilitacji – w parze ze znakomitym Vitasem Gerulaitisem stanął naprzeciw debla Martina Navratilova, Pam Shriver. Jednak kobiety znów były górą. Męski honor został przywrócony dopiero w latach 90. kiedy Karsten Braasch, Niemiec notowany na 200. miejscu w klasyfikacji ATP ograł Venus (6:2) i Serenę Williams (6:1), wypalając przy okazji pół paczki papierosów. Pokonane zapowiedziały wtedy, że wyzwą na pojedynek 300. zawodnika, ale jak dotąd nie zrealizowały zamiaru. W chwili, gdy piszemy te słowa zaszczytną pozycję nr 300 zajmuje Tobias Kamke, też z Niemiec. Powodzenia, siostry.

Tags: Battle of Sexes, Billie Jean King, Bobby Riggs, Karsten Braasch, Serena Williams, Venus Williams, Wojna Płci
