Muzeum

Widziałem starszego pana, który na Wimbledonie prowadzi muzeum. Jest tam właściwie wszystko, co ma jakiś związek z tenisem na świecie i szczególnie z turniejem. Kiedyś wrażenie zrobił na mnie kamień z miejsca pochówku psa należącego do majora Wingfielda, który opracował zasady Lawn Tennisa. Kolekcjoner tenisowych staroci ma szanse na sławnym londyńskim jarmarku Portobello. Tyle że historia tam kosztuje. Anglicy kochają starocie, patynę, to wyraz ich sentymentu do przeszłości. Nie wszystko nadaje się na eksponat. Właśnie trwa wyprzedaż rzeczy z kortu numer 2 i z likwidowanych szatni. Wcześniej w ten sam sposób sprzedano na aukcji rzeczy z kortu numer 1, łącznie z pociętą w rolki trawą. Gazety doniosły, że Boris Becker ma ochotę kupić numerek 7 z szafki w szatni, a sędzia naczelny Alan Mills zaklepał sobie słupki podtrzymujące siatkę. Wimbledon to nagromadzenie, nie tylko w muzeum, takich staroci, przedmiotów, ale i dawnych konserwatywnych zachowań. Wydawało mi się, że kustosz wimbledońskiego muzeum ma ochotę dołączyć w charakterze eksponatu pewnego dziennikarza z Polski, piszącego na tradycyjnej, czyli staromodnej w dobie modemów, maszynie. Nie zakwalifikował. Do historii nie tak łatwo wejść. Wspaniałą sprawą jest przy niej być, na Wimbledonie.

drugi-serwis1Wojciech Nowosielski, 1999 r.


Bookmark and Share

Tags: , ,

Skomentuj

Spam Protection by WP-SpamFree


Theme Tweaker by Unreal