Bardzo, bardzo grać
Z pewnym opóźnieniem obejrzeliśmy „Wimbledon” - brytyjską komedię romantyczną rozgrywaną w londyńskiej trawie. Fabuła może nie całkiem nowatorska, ale my i tak skupiliśmy się na tenisowych detalach. John McEnroe i Chris Evert w roli telewizyjnych komentatorów wygłosili kilka oczywistych oczywistości, rywalem głównego bohatera był m.in. Murphy Jensen, jeden z tenisowych bliźniaków-showmanów, a rolę konsultanta filmu pełnił Pat Cash, zwycięzca Wimbledonu ‘87. Jednak nawet on niewiele pomógł aktorom, którzy chyba nie trzymali wcześniej rakiety w ręku. Na szczęście komputerowo wygenerowana piłka pozwoliła na najbardziej nieprawdopodobne wymiany. Aktorzy mogli rozgrywać tenisową pantomimę niczym w „Powiększeniu” Antonioniego, a później montażyści dorobili, co trzeba. Nasz Zbigniew Cybulski w filmie „Do widzenia do jutra” Janusza Morgensterna nie miał tyle szczęścia (był rok 1960) - choć obiecywał dziewczynie, że będą „bardzo, bardzo grać”, musiał w końcu wywiesić białą chustkę, bo prawdziwa piłka się nie słuchała.
Bartosz Klimas

Tags: film, tenis w filmie, Wimbledon

lipiec 28th, 2009 at 12:59
Też się pochwalę, że sięgnęłam po ten film tydzień temu z kawałkiem, bo został mi polecony, jako fajna komedia romatyczna. A to był bubel, że aż zęby bolały. Półfinały Wimlebodu kobiet i mężczyzn rozgrywane…w tym samym czasie, w dodatku nie na korcie centralnym. Miałam niezły ubaw z braku wielu ważnych elmentów, które tworzą Wimbledon rzeczywisty. Ale jesli ktoś się nie interesuje tenisem, powie, że mu się “to coś” spodobało- “Wimbledon” film dla naiwniaków.