Pan Rakieta
Kto był największym z wielkich? Jeżeli wyznacznikiem może być wygrana w czterech najważniejszych turniejach, do tego w jednym sezonie, to wypada powiedzieć: przewaga Rod Laver. Urodził się w roku 1938 – tym samym, w którym Amerykanin Don Budge zdobył pierwszego w historii tenisa Wielkiego Szlema. Kroniki donoszą, że dzieckiem był słabym i chorowitym. Na szczęście zdrowe powietrze ojcowskiej farmy podziałało zbawiennie i pod koniec lat 50. XX stulecia świat ujrzał niewysokiego (172 cm) zawodnika z potężną lewą ręką, który wciąż atakował i jak nikt do tej pory potrafił nadać piłce topspinową rotację – w epoce drewnianych rakiet nie było to tak łatwe jak dziś. W 1962 r. Laver (przezywany „Rocket”) uzbierał swojego Wielkiego Szlema. Pytanie, co by się działo, gdyby w tym samym roku nie zrezygnował ze statusu amatora, zadaje się bez końca, więc nie będziemy go powtarzać. Za odpowiedź niech posłuży liczba 22 – tyle turniejów wygrał w sezonie 1962. Decyzja o zawodowstwie podyktowana była niezrozumiałym dziś brakiem pieniędzy w najważniejszych turniejach. Już od lat 20. najlepsi na świecie grywali w zawodowych grupach – nieco pogardliwie zwanych cyrkami – za cenę rezygnacji z gry w Roland Garros czy Wimbledonie. Powrót z zawodowego wygnania nastąpił w roku 1968 wraz z rozpoczęciem ery open, kiedy zawodowcy i amatorzy w jednym stanęli domu. Rok później 31-letni Laver powtórzył swój wyczyn – wygrał Australian Open, Roland Garros, Wimbledon i US Open. I wciąż czeka, żeby pogratulować młodszemu koledze tego samego.
Bartosz Klimas
Tags: Rod Laver, Wielki Szlem
