Były
Pamiętamy jego wizytę w Poznaniu. W 1997 roku wygrał dwa gemy w meczu z naszym Michałem Chmelą. Na korcie nie był przekonujący, o czym przypomnieliśmy sobie, kiedy oglądaliśmy go trzy lata później. W finale US Open pokonał wtedy w trzech krótkich setach Pete’a Samprasa. „Czy się upiję? Nie powiem, zresztą jutro i tak wszystko będzie w gazetach. Tak nieoficjalnie, między nami? Mam nadzieję” - mówił uradowany na pomeczowej konferencji. Dzień po finale dziennikarze spotkali się z nim w rosyjskiej restauracji na Manhattanie - był w niezłej kondycji. Pytaliśmy, czy liczy na to, że przebije popularnością Annę Kurnikową, która była wówczas na ustach wszystkich. Z tym samym uśmiechem odparł, że raczej nie, bo Anna reklamuje bieliznę, a jemu nikt pewnie nie zaproponuje. Parę tygodni później wskoczył na 1. miejsce w rankingu ATP. Potem były lata wzlotów, upadków, łamania rakiet i ciekawych wypowiedzi. Mówiono, że nie przepracowuje się na korcie, choć on sam twierdzi inaczej. Tak, czy siak praca dobiegła końca. Dziś Marat Safin stał się byłym tenisistą.
bk

